Nie chciała się na razie w to
uczucie zaangażować cała, prawdziwą przyjemność odkrywając dopiero w poznawaniu
swojej nowo rozpoczętej drogi. Była jakby rozdwojona - obecność Michała dawała poczucie
bezpieczeństwa, ale wiedziała, jak ważne jest to, co zawdzięcza samej sobie i co może być
nowym sposobem na życie.
Dziwiła ją jej własna odwaga, że w wieku, kiedy ludzie zbierają już plony swoich
zachowań, zajęć i ciężkiej pracy, ona była w stanie zrezygnować z dotychczasowej pracy i
zająć się zupełnie czym innym. Tkwiła w niej dziwna pewność, że to jest właśnie to, na co
czekała całe życie. Czy można jednak ufać bezgranicznie intuicji? A rozum? Podpowiada
zupełnie co innego. Ale czy zawsze wszystko da się wytłumaczyć rozumem?
Podróż upływała im szybko, bo pochłonięci byli sobą, opowieściami tym, co
wydarzyło się podczas tych miesięcy, które ich rozdzieliły. Jechali na zmianę; Inga mogła już
prowadzić, choć pierwsze miesiące wykluczyły tę możliwość. Ból, pojawiający się przy
nagłym poruszeniu, wymagającym użycia najmniejszej choćby siły, był początkowo ostry
przypominał o przebytej operacji. Inga nie mogła wtedy nawet pokroić chleba. Ten trudny
czas względnego powrotu do zdrowia przeszła sama. Prosiła czasem matkę o pomoc, ale
przecież nie chciała tego robić zbyt często.
Teraz, w tej podróży, chciała opowiedzieć Michałowi jak najwięcej i wysłuchać tego,
co miał jej do powiedzenia. To była podróż opowieści, które jechały wraz z nimi, ukryte pod
dachem czarnej terenówki, najpierw na niemieckiej autostradzie, potem już w Polsce, na
mazurskich drogach podskakiwały wraz z nimi na zakrętach i wybojach.
- No, dróg to ten kraj nie ma dobrych! - zaśmiał się Michał, a Inga pomyślała, że w tej
niedoskonałości jest też jakiś urok. Wysadzone drzewami wąskie aleje podobały się jej coraz
bardziej. Ich widok zapadł w serce. Czarodziejka jezior plątała swoje nitki.
Noclegi mieli zarezerwowane w Pustnikach. W Internecie odkryli pokoje gościnne w
domu z czerwoną dachówką. Indze spodobało się to miejsce, bo było całkiem zwyczajne. Bez
nadmiaru wygód, klimatyzacji i tych innych nowoczesnych udogodnień, które nijak nie
pasowały do agroturystyki. Zaplanowali, że zostaną tam zaledwie kilka dnibył początek lipca,
a więc dobry czas na leniwy odpoczynek w słońcu. Inga miała potem spotkania z
czytelnikami, zaplanowane dzień po dniu, najpierw na Mazurach, potem w Warszawie i
okolicach, a podczas jednego z nich miała nareszcie poznać szefową wydawnictwa, panią
EwÄ™.
Do wsi przyjechali prawie nocą. Mieli wprawdzie plan, by dotrzeć tam wieczorem,
jednak krętośćdróg i liczne korki na remontowanych drogach zwolniły nieco ich prędkość.
Mimo późnej pory, ruch na drogach był wciąż duży, bo kumulowały go liczne sygnalizatory.
Dopiero gdy zjechali z krajowej szesnastki na drogę do Pustników, wszystko zmieniło się jak
za dotknięciem tajemniczej różdżki. Drogę spowiła gęstniejąca ciemność, która z niebieskiej
stawała się czarna, coraz czarniejsza, a towarzyszące jej drzewa wyglądały jak powyginane
postacie czarnoksiężników z bajek dla dzieci. Nie bez trudu znaleźli niewielki domek, który
niczym szczególnym się nie wyróżniał, przynajmniej o tej porze dnia.
Gospodyni była podobna do jakiejś aktorki. Inga nie znała jej nazwiska, ale od razu
skojarzyła sobie te ciemne, krótko ostrzyżone włosy i charakterystyczne zmarszczki wokół
oczu. Gospodarz - niski i krępy, łysiejący, z rozbawionymi oczami. Miał grube duże dłonie,
poznaczone wieloma odciskami, co Inga poczuła, gdy witała się z nim. Miała wrażenie, że
|