na dwóch zwierzętach jednocześnie...

Linki


» Dzieci to nie książeczki do kolorowania. Nie da się wypełnić ich naszymi ulubionymi kolorami.
»
Zjadanie zbyt dużej ilości pokarmów kwasotwórczych (białka zwierzęce, węglowodany, tłuszcz, cukier), lub zbyt małej ilości produktów...
»
Tej to duszy przysuguje istnienie, a porednio dopiero ciau zorganizowanemu przez dusz,podczas gdy zwierztom i rolinom istnienie przysuguje jako jU...
»
Durnik spojrzał na postrzępione kontury kilu o powierz­chni dwóch stóp kwadratowych, które tarły ściany, gdy rufa okrętu kołysała się leniwie na...
»
dwóch faktach: mamy pojęcie funkcji ciągłych oraz pojęcie nieskończoności...
»
Gdzie występuje witamina AWitamina A występuje w dwóch postaciach: retinolu i karotenoidów...
»
Simonides i Estera przybyli przed kilku dniami z Antiochii; ciężka to była podróż dla kup- ca, bo przebył ją w lektyce, do dwóch umocowanych wielbłądów,...
»
palec w stronę dwóch bothańskich strażników stojących po obu stronach grodzi prowa-Trzy mniejsze krążowniki - wielkości statku, z którym walczyli na...
»
Zatem musiało być dwóch autorów anonimów, tyle że jeden z nich autentycznie oddawał się swemu sprośnemu zajęciu...
»
Nieco później magnetyzm zwierzęcy zastąpiła hipnoza, która została w pewnym stopniu zaakceptowana przez naukę dzięki wysiłkom szkockiego chirurga,...
»
W tych dwóch mężczyznach, stojących na skraju cienia, było coś takiego, co spowodowało, że Rand poczuł niepokój...

Dzieci to nie książeczki do kolorowania. Nie da się wypełnić ich naszymi ulubionymi kolorami.

Oczami wyobraźni widzimy dość zabawny obraz:
Jezus jedzie na dwóch osłach naraz – numer doprawdy cyrkowy. Niech jednak nas nie
odwiedzie od głębszego znaczenia tekstu. Jezusowi wcale nie chodziło o wygodny środek
transportu. Raczej zachował się właśnie tak, jak według różnych tekstów Starego
Testamentu powinien się zachować przyszły Mesjasz. Niejasne jest jednak, o których
tekstach myślał. W rachubę bowiem wchodzi ich wiele. Tak więc już w I Księdze
Mojżeszowej czytamy: „Uwiąże oślę u krzewu winnego, a młode swojej oślicy u
szlachetnej latorośli winnej” (I Mojż. 49, 11).
Teolodzy specjalizujący się w Nowym Testamencie chętnie cytują ten werset ze
wskazówką, że stary Mojżesz miał w tym przypadku na myśli nie kogo innego, jak tylko
Jezusa. Przemilczają jednak zarazem świadomie werset 12., który nijak nie pasuje do ich
wizerunku Jezusa: „Pociemnieją oczy jego od wina, a zęby zbieleją od mleka” (I Mojż. 49, 12). Jeśli miałoby chodzić o zbawiciela, to proroctwo nie dotyczy człowieka pobożnego,
ale kogoś nie stroniącego od uciech doczesnego życia. Jak bowiem inaczej rozumieć
słowa „pociemnieją oczy jego od wina”? Ale, jak dowodzi cud w Kanie Galilejskiej, wino
było dla Jezusa codziennością.
Nawet Mateusz cytuje z pism proroka Zachariasza:
„Wesel się bardzo, córko syjońska! Wykrzykuj, córko jeruzalemska! Oto twój król
przychodzi do ciebie, sprawiedliwy on i zwycięski, łagodny i jedzie na ośle, na oślęciu, źrebięciu oślicy” (Zach. 9, 9).
Po zestawieniu tych wypowiedzi powstanie wyraźny i bardzo prawdopodobny obraz, jak
widział siebie sam Jezus. Można dyskutować, czy autorzy powyższych cytatów istotnie
mieli na myśli Jezusa. To mało prawdopodobne, a w końcu nieistotne. Ważne jest tylko to, że Jezus najprawdopodobniej sam odnosił te teksty do siebie. Dlaczego? Z jednej strony
przyszły zbawiciel jest opisywany jako człowiek „sprawiedliwy [...] i zwycięski” (Zadr. 9, 9), nadto ubogi – co pasuje znakomicie do oczekiwań ludzi wobec esseńczyków, którzy do
rangi cnoty podnieśli przecież nieposiadanie niczego i również mieli nadzieję na
pojawienie się kogoś sprawiedliwego. Z drugiej strony nie możemy zapominać, że Jezus
wywodził się wprawdzie z otoczenia esseńczyków, odszedł jednak od ich ascetycznego
trybu życia, co spowodowało, że nazwano go żarłokiem i pijakiem. Teksty biblijne pasują
więc lepiej do postaci Jezusa niż do braci zakonu esseńczyków.
Czy zatem Jezus uważał się za „sprawiedliwego [...] i zwycięskiego”, czy też za człowieka, któremu „pociemnieją oczy [...] od wina”? Jeśli uznamy, że odnosił do siebie teksty
Starego Testamentu, to stanie się jasne, jak historyczny „pra-Jezus” rozumiał swoją misję.
Musimy tylko sięgnąć do Pierwszej Księgi Mojżeszowej (49, 11): od razu będzie wiadome,
że z nadzieją oczekiwano nie religijnego odnowiciela, ale nowego doczesnego władcy:
„ciebie będą sławić bracia twoi, ręka twoja będzie na karku wrogów twoich, tobie kłaniać się będą synowie ojca twego. [...] Nie oddali się berło od Judy ani buława od nóg jego, aż przyjdzie władca jego, i jemu będą posłuszne narody” (I Mojż. 49, 8 i 10).
W Jerozolimie oczekiwano z nadzieją zbawcy politycznego. I chciano widzieć w Jezusie
zbawcę politycznego, który przez swój „wjazd na osłach”, nawiązujący do Starego
Testamentu, da się poznać jako ten właśnie Mejsasz. Nie ma się więc co dziwić, że
Jezusa przyjmowano entuzjastycznie. Mateusz, Marek, Łukasz i Jan zgodnie opisują
radość, jaka nastała po przybyciu Jezusa do Jerozolimy. U Mateusza czytamy:
„A wielki tłum ludu rozpościerał swe szaty na drodze, inni zaś obcinali gałązki z drzew i słali na drodze. A rzesze, które go poprzedzały i które za nim podążały, wołały, mówiąc: Hosanna Synowi Dawidowemu! Błogosławiony, który przychodzi w imieniu Pańskim.
Hosanna na wysokościach!” (Mat. 21, 8-9).
U Jana brzmi to zaś tak:
„Nazajutrz liczna rzesza, która przybyła na święto, usłyszawszy, że Jezus idzie do
Jerozolimy, nabrała gałązek palmowych i wyszła na jego spotkanie, i wołała: Hosanna!
Błogosławiony, który przychodzi w imieniu Pańskim, król Izraela!” (Jan 12, 13).
Podobnie jak Mojżesz, pierwszy wielki zbawiciel i wyzwoliciel, kazał jechać na ośle swojej żonie i swoim synom (por. II Mojż. 4, 20), tak też pojawił się nowy zbawiciel, którego
oczekiwano z nadzieją, że zakończy panowanie Rzymian.
Dla Rzymian „król Izraela z domu Dawidowego”, na którego widok ludzie wiwatowali, był
na pewno osobą bardziej niż podejrzaną. Jako potencjalny podżegacz, jako wichrzyciel
stanowił dla władz okupacyjnych niebezpieczeństwo, które trzeba było zlikwidować. Z
punktu widzenia Rzymu należało go unieszkodliwić, nim stanie się naprawdę
niebezpieczny. Rzymianie zamierzali zademonstrować wszechmoc swojej władzy. Jako
buntownika tracono każdego, kto chciał zmienić cokolwiek w istniejących układach
politycznych. Żyd natomiast, który rzekomo wykroczył przeciw przykazaniu szabatowemu,
był im najzupełniej obojętny. Nikt z Rzymian nie zadałby sobie nawet trudu sprawdzania
wysuniętych wobec niego zarzutów, nie mówiąc już o skazywaniu go na karę śmierci.
Entuzjastyczne przyjęcie Jezusa w Jerozolimie w żadnym razie nie uszło uwagi Rzymian.
W Aktach Piłata, najstarszych źródłach zawierających wzmianki o działalności Jezusa, a
pochodzących najpóźniej z II wieku n.e., pewien rzymski kursor, czyli posłaniec, melduje:
„Panie i namiestniku! Gdy wysłałeś mnie do Jerozolimy, do Aleksandra, ujrzałem Go jak
siedział na ośle, a dzieci Hebrajczyków trzymając gałęzie w rękach wołały, inni natomiast rozpościerali swe szaty mówiąc: »Zbaw ty, który jesteś na wysokościach! Błogosławiony,
który przychodzi w imię Pańskie«” [Apokryfy Nowego Testamentu, t. I: Ewangelie
apokryficzne, Lublin 1986, s. 427.].

Powered by MyScript